- Połączyć się ze swoim centrum kobiecości.
- Więcej i lepiej czuć.
- Wzmocnić swoje doznania podczas seksu.
- Umieć puścić kontrolę i oddać się przyjemności.
- Stać się bardziej seksowna.
- Popracować ze wstydem i bezsilnością.
- Wyrzucić z siebie złość.
- Poprawić czucie w obrębie swojej miednicy oraz zwiększyć jej ruchomość.
” Z doświadczenia w pracy z kobietami wiem, że bardzo wiele z nas usztywniony, pospinany i w ogóle bez czucia obszar miednicy. Odcięty od reszty ciała, niechciany. Powiązane jest to z kulturą, w jakiej zostałyśmy wychowane; z przekonaniami, jakie zostały nam wpojone w domu, w szkole, w kościele; z doświadczeniami naszego życia, często trudnymi, bolesnymi. Ale wiąże się to również z pamięcią komórkową i pozagenowym dziedziczeniem traum i lęku w rodzie.
Jaki wpływ przekonania mogą mieć na stan naszego zdrowia? Przeogromny. Każda bowiem wewnętrzna niezgoda, wewnętrzny dysonans, powoduje napięcie, które w nas zostaje. Owe niezgody mogą dotyczyć różnych aspektów naszej egzystencji. Poczynając od postaw życiowych, przez wygląd zewnętrzny, po szeroko pojętą seksualność. Ile z nas przez cały czas chodzi z wciągniętym brzuchem? Po co ten brzuch wciągamy? Żeby wyglądać na szczuplejszą, bardziej pewną siebie, bardziej zadbaną? Dlatego, że nauczono nas, że tak należy, że tak dziewczynce/kobiecie przystoi. Że w ten sposób będziemy podobać się innym i odniesiemy szeroko pojęty sukces. A co jeśli przytyjesz i „przestaniesz wyglądać”? Ile z nas bez przerwy myśli i mówi o tym, że musi schudnąć? Coraz mocniej wciągamy brzuch, sztywniejemy i zastygamy wewnętrznie w nieakceptacji siebie… A co jeśli się przeciw temu zbuntujesz i zaczniesz chodzić z wypiętym brzuchem? Czy będzie Ci z tym dobrze? Ale tak naprawdę, do głębi? Bunt jest oznaką niezgody. Od buntu do całkowitej akceptacji jest jeszcze daleka droga… A co z seksualnością? Czy grzeczna dziewczynka, na która Cię wychowano może dotykać się w intymne miejsca i mieć z tego przyjemność? Wstydź się! To grzech! Najlepiej w ogóle „tam” nie dotykać i nie interesować się. A co z przyjemnością, którą czerpiemy z seksu? Z wewnętrzną zgodą na pożądanie, które rodzi się w trzewiach? Czy nie mamy gdzieś głęboko wdrukowane, że przyjemność seksualna, to dzieło szatana? Czy nie powinnyśmy być tylko uległe, spełniać obowiązek małżeński i prokreacyjny? Nawet jeśli żyjesz i myślisz inaczej, to zadaj sobie wewnętrzne pytanie, czy na to jak żyjesz masz pełną swoją zgodę?
Kolejna rzeczą, którą niesiemy w naszych spiętych brzuchach, usztywnionych lędźwiach i zamkniętych biodrach jest nieakceptacja tego, że jesteśmy kobietami. Niezgoda na to, że mamy okres. Na ból i niewygodę z tym związaną. Niezgoda na uciążliwość ciąży, cierpienie porodu, rozpacz poronień. Na odpowiedzialność, którą ponosimy po przygodnym seksie. Na nadużycia seksualne wobec nas, molestowania, gwałty. Na patriarchat, w którym żyjemy, na nierówność płci, na niesprawiedliwość.
W brzuchu, biodrach i miednicy gromadzą się wszystkie nasze emocje. Często w stresie odczuwamy spięty brzuch. Niejednokrotnie związany z biegunką i częstym oddawaniem moczu. Kiedy ten silny stres mija, wszystko pozornie wraca do normy. Wydaje nam się, że mamy to już za sobą. Prawda jest jednak taka, że każdy przeżyty stres odciska na naszym ciele piętno. Emocje natomiast, których z jakiegoś powodu, świadomie lub nieświadomie, nie chcemy okazywać. Wszystko co przeżywamy, jeśli nie zostanie uzewnętrznione, zagnieżdża się w ciele. W ten sposób gromadzimy całe pokłady niewyrażonych, ukrytych przeżyć, które coraz bardziej usztywniają nasze ciało i nie pozwalają swobodnie przepływać energii życiowej.
Co jeszcze niesiemy w naszych miednicach, brzuchach, krzyżach? Każda z nas dźwiga historie kobiet ze swojego rodu. Patrząc na to, w jakich czasach dane było im żyć, ciężar bólu i traum, który odziedziczyłyśmy, jest ogromny, trudny do udźwignięcia. Były to czasy wojen, gwałtów, głodu. Czasy umierania podczas rozwiązania i w połogu. Czasy, w których śmierć dziecka do 2 roku życia była czymś nagminnym. Wszystko to co one przeżywały i czego się bały, my niesiemy w swoim ciele…”
Fragment książki Gimnastyka Słowiańska – Podróż do esencji kobiecości


